Po co….
Opublikowano 12 November 2006 autor: Wojciech Bogacz | Kategoria: Inne, przemyslenia | Komentarze (1)
Wczoraj zostałem wyciągnięty przez moją dobrą znajomą do dyskoteki – potrzebny był transport i kierowca.
Dla tych, którzy mnie znają nie muszę już więcej pisać o którą „dyskotekę” chodzi. Dla tych co nie wiedzą napiszę tyle, że jest to najbliższa mojej lokalizacji imprezownia i niestety nie cieszy się zbyt dobrą sławą (chuligaństwo, tłok itd.).
W każdym razie zareagowałem na wiadomość o urwaniu się od komputera dość ochoczo więc o 21:00 byliśmy na miejscu. Zapowiadało się ciekawie – postanowiliśmy znaleźć jakieś miejsca siedzące ale okazało się to niemożliwe więc po godzinie szukania daliśmy sobie spokój. Potem poszliśmy na parkiet ale niestety wybryki zespołu disco-polo nie zachęcały do zabawy – nie mnie przynajmniej. Dziewczyny jednak znalazły swoich znajomych, którzy zaczęli się już bawić niedużym dzbankiem, w którym mieli coś co przypominało wódkę z sokiem cytrynowym. Niektórym zaczął dopisywać humor i ja także postanowiłem skorzystać coś z imprezy – jednak z racji moich marnych zdolności tanecznych nie rwałem się do poproszenia jednej z koleżanek do tańca. W sumie nie byłoby problemu ale to stanie zaczynało mnie dobijać. Impreza zaczynała chylić się ku upadkowi – muzyka, a raczej równomierny łomot dobywał się z głośników, które miały widocznie równie go dość co ja. Osobiście preferuję muzykę bardziej przypominającą dance/techno. Potem jak już straciłem nastrój zaczęło mi przeszkadzać wiele tak nieistotnych rzeczy jak ciągłe potykanie się o puste butelki po piwie czy fragmenty szklanych dzbanków. Nie rozumiem też w zasadzie po co przychodzić do takiego lokalu gdzie nie można ani potańczyć ani porozmawiać. Zacząłem się przysłuchiwać rozmowie moich koleżanek i kolegów ale niestety nawet stojąc pół metra od nich nie byłem w stanie zrozumieć ani słowa z tego co mówią – na dorzucanie swoich trzech groszy też nie miałem ochoty bo nie lubię krzyczeć komuś prosto do ucha. W tym momencie miałem kompletnie dość i chciałem wyjść co też zaraz zrobiłem. Resztę „imprezy” spędziłem w samochodzie słuchając czegoś bardziej miłego dla ucha.
W zasadzie mógłbym jeszcze narzekać na to, że dymu papierosowego było tam chyba więcej niż pijanych, którzy się tam kręcili. Niektórzy wymagali pewnej pomocy w dotarciu do wejścia – inni znowuż postanowili (z całkiem marnym skutkiem muszę dodać) przespać się na parkiecie. Był nawet moment kiedy już kiedy całkiem straciłem wiarę w sensowność mojej obecności tam, po północy wreszcie zespół sobie poszedł i przyszedł „DJ”. Pierwszy kawałek, który zaserwował poruszył mnie na tyle, że już miałem dołączyć do koleżanek na środku sali jednak kolejne okazały się kontynuacją marnych popisów zespołu. W ten sposób kompletnie zraziłem się do tego lokalu – jeżeli ktoś mnie następnym razem tam wyciągnie to nie wiem jak będzie.
Na pewno jest w tym trochę mojej winy – gdybym np. był lepszym tancerzem to disco-polo nie byłoby może kompletną porażką ale niestety tak nie jest. Poza tym nie tylko ja miałem dość podły nastrój z początku – można to było zaobserwować chociażby po tym na co patrzyła jedna z koleżanek – czyli wojskową siatę maskującą pod sufitem. Najwyraźniej była to w tym momencie najbardziej zajmująca rzecz. Jeden z chłopaków z którym rozmawialiśmy również był bardzo zajęty kontemplowaniem ściany z którą się opierał oraz zawartości kosza przy którym akurat zdarzyło mu się stanąć. Był tym tak bardzo pochłonięty, że mimo wysiłków dziewczyn nie drgnął z miejsca.
W sadzie w tym lokalu jest całkiem dobrze zaopatrzony bufet. Kiedy byłem totalnie znudzony tym co się działo wokół postanowiłem coś zjeść na poprawę humoru – jednak ilość ludzi szturmujących bufet była większa niż moja cierpliwość – poza tym kultura z jaką to robili zachęcała jedynie desperatów. Aż tak bardzo głodny nie byłem więc jak napisałem wcześniej – udałem się do samochodu dać odpocząć mojemu kręgosłupowi który bolał gorzej niż się spodziewałem po przestaniu całego wieczoru. No może prawie – w sumie tańczyliśmy jakieś 15-20 minut.
Tylko po co to wszystko ? Czy jeżeli dziewczyny chciały sobie porozmawiać i wypić piwo dla towarzystwa to nie można było się umówić w jakimś spokojnym lokalu, gdzie można by prowadzić normalną konwersację nie martwiąc się o ochrypnięcie ? A jeżeli chciały sobie potańczyć to na pewno udałoby się znaleźć ciekawszy lokal do tego z muzyką, która by do tego przynajmniej zachęcała a nie taką, która takich jak mnie np. wyprowadzała powoli ale skutecznie z równowagi ? Chyba jako plus tego naprawdę marnego lokalu mogę dodać tylko tyle, że można tam spotkać znajomych – jednak no cóż… nie jest to zawsze ten typ osób z którymi można przeprowadzić dłuższą rzeczową dyskusję. Zdarzają się wyjątki oczywiście.
Można dojść do wniosku, że znaczna część przychodzi tam aby się upić albo zrobić rozróbę. Jak dla mnie jest to wystarczający powód aby tam nie chodzić. Z własnej inicjatywy ani raz nawet mi to przez głowę nie przeszło i muszę powiedzieć, że coraz ciężej znaleźć kulturalną dyskotekę. Znałem jedną, jednak z racji tego, że zbyt przejęto się tym o czym piszę, zabrakło tego rodzaju klientów i lokal splajtował (co jest bardzo smutne) a niedaleko obok powstała dyskoteka na 2000 osób gdzie już nie było tego specyficznego klimatu i nastroju. A może to dlatego, że wolę małe lokale…
Podsumowując więc – jeżeli chcesz miło spędzić wieczór w większym gronie znajomych – omijaj z daleka takie lokale (a ten szczególnie). Polecam jakieś puby na Krakowskim rynku albo Kino – od biedy już nawet dyskoteki są tam bardziej cywilizowane. Oczywiście różne są gusta (a ceny jeszcze bardziej) ale po co wydawać kasę (10 zł wstęp !!!) na imprezę gdzie można się ponudzić i być cały czas potrącanych przez różne dziwne indywidua o nieco chwiejnym kroku. Coś takiego jest dla mnie niedopuszczalne. Co ciekawe – właśnie uświadomiłem sobie, że nie widziałem ani jednego ochroniarza…. wygląda na to że miałem szczęście, że nie było żadnej rozróby. Jest to marnowanie kasy, siebie i czasu. Dziwię się, że jest tyle osób, które tam chodzą chociaż wiem, że są całkiem porządnymi i wartościowymi ludźmi a mimo to nie przeszkadza im to chamstwo, tłok i duszność – no i ten sprzęt grający, który powinien już być dawno wymieniony na taki, który działa jak należy. Chyba muszę uznać to za niewyjaśnialny fenomen społeczny i zająć się czymś bardziej pożytecznym ![]()

13 November 2006 o godz. 12:18
Witam, oczywiście wiem o jaki lokal się rozchodzi, nie należy doszukiwać się specjalnych powodów na fenomen tego miejsca. Odpowiedź jest raczej prosta i nasuwa się sama, otóż jest to jedyne tego typu miejsce w okolicy, następne najbliższe jest w Krakowie. Rozwiązaniem Twojego problemu jest wyjazd w to miejsce w piątek, gdyż tego dnia znajdziesz tam rytmy o których piszesz,a także przestrzeń i ciszę której tak Ci brakowało. Pzdr Janusz.