Terminator na łańcuchu
Opublikowano 9 December 2006 autor: Wojciech Bogacz | Kategoria: Inne, przemyslenia | Komentarze (2)
Za chwilę zadzwonię do terminatora – ale to jeszcze za kilkadziesiąt minut więc zdążę napisać to co zamierzam.
Wczoraj w końcu udało mi się wpaść do jednej firmy, gdzie mieli wolne stanowisko spedytora – pomyślałem sobie, że mógłbym dodatkowo sobie coś dorobić do mojej raczkującej dopiero działalności. Zrobiłem to tylko ze względu na mojego tatę, który niestety nie widzi efektów mojej pracy i mojego e-biznesu (na razie). Tak więc żeby nie wchodzić w nim konflikt udałem się to tejże firmy. Celem mojej wizyty było dowiedzenie się czegoś więcej o tej pracy. No i dowiedziałem się
Byłem umówiony na godzinę 14-tą i tak też się pojawiłem. Przywitałem się z osobami w biurze i przysiadłem się do faceta, który był kierownikiem spedycji i którego nowo zatrudniona osoba ma odciążyć. Godzina mojego pojawienia się tam również była ważna, bo jak się dowiedziałem zaczyna się już wtedy względny spokój i jest czas porozmawiać. Logiczne.
Jednak mimo tego telefon gościa przy którym siedziałem bez przerwy dzwonił – jak nie stacjonarny to komórka, w międzyczasie jeszcze jakieś e-maile ze zleceniami spływały i czasami jakiś SMS od kierowców ciężarówek, których również trzeba pilnować. Jak się później dowiedziałem należy ich traktować jak „upośledzone dzieci” czyli tłumaczyć wszystko jak właśnie takim dzieciom – czyli długo i ze szczegółami. Oczywiście jeszcze oprócz odbierania telefonów, oddzwaniania, odbierania e-maili i SMSów trzeba dzwonić do zleceniodawców i uzgadniać ceny itd.
Jednym słowem człowiek który to robi jest maszyną – tak – trzeba być jakimś terminatorem, żeby tam pracować. Najgorsze jest to, że z rana jest jeszcze gorzej – czego akurat nie miałem okazji zobaczyć i raczej tego nie zrobię. Zdecydowałem że nie wezmę tej pracy. Dlaczego ? Proste – nie chcę być maszyną uwiązaną do biurka i telefonu od 9-tej do 17-tej praktycznie bez możliwości zjedzenia czegoś spokojnie bo ciągle dzwonią i ktoś coś chce – szczęście, że facet z którym siedziałem był palaczem i mógł sobie coś zapalić czasami, chociaż i w tym mu przeszkadzał telefon.
W zasadzie zanim tam poszedłem pomyślałem sobie, że jest to coś dla mnie – ale jak tam siedziałem na tym fotelu (od czego cały wieczór potem bolał mnie kręgosłup) to po około półtorej godziny przyglądania się zacząłem myśleć jak stamtąd kulturalnie wyjść.
W końcu się udało i powiedziałem, że zadzwonię i dam odpowiedź. Zaraz to zrobię.
Jest też pozytywna strona medalu – widząc co by mogło mnie czekać zdecydowałem, że nie mogę zostać bezduszną maszynką odbierającą telefony. Po powrocie do domu mimo pewnego zmęczenia psychicznego i uciążliwego bólu w kręgosłupie zabrałem się do pracy. Tak bardzo nie chcę tam wrócić, że byłbym w stanie wiele dziś zrobić, za to. Jak już widzę w domu czeka mnie dziś sporo zajęć jednak żadne z nich nie można porównać do moich wczorajszych doświadczeń. Poza tym kasa którą oferowali za to stanowisko była co najmniej śmieszna do obowiązków i odpowiedzialności. Myślę, że byłbym w stanie zarobić podobny grosz siedząc w domu i pisząc artykuły do gazet. Przynajmniej bym się nie stresował.
Myślę, że to co wczoraj przeżyłem jest podobne do przeczytania jakiejś książki motywacyjnej z tym, że był to przyspieszony kurs
Przeczytanie książki zajmuje więcej czasu. Tak więc biorę się za swój biznes – im szybciej będą efekty mojej pracy tym szybciej przestaną mi w domu mówić „znajdź sobie robotę”.
P.S. – właśnie chciałem się dodzwonić do terminatora – tak jak się jednak spodziewałem – linia zajęta.

10 December 2006 o godz. 10:58
Kiedyś myślałem, że w byciu takim terminatorem nie ma nic złego. Właściwie byłem nim przez pewien czas, pracując jako muzyk orkiestrowy (niby sztuka, ale praca polega na jak najlepszym, wręcz mechanicznym wykonaniu zadania).
Teraz już mi się to nie podoba, ale to dlatego, ze posmakowałem pracy nie mającej nic wspólnego z “terminatorstwem”. Tak to już chyba jest, że jak człowiek raz popróbuje wolności (i odpowiedzialności) to się od niej nie uwolni, jak od narkotyku
22 December 2009 o godz. 14:04
[...] Jako ciekawostkę podam, że kiedyś Kamil pisał, że odpoczynek też musi kiedyś być, ponieważ inaczej działoby się z ludźmi jak ze mną – „wyłączali by się” w trakcie normalnego dnia roboczego. Człowiek nie robot – odpocząć musi Pisałem już o tym dość dawno (Terminator na łańcuchu). [...]