Satland drink
Opublikowano 12 January 2007 autor: Wojciech Bogacz | Kategoria: PR, przemyslenia | Komentarze (4)
Całkiem ciekawie dziś skończył mi się mój ulubiony napój, który sobie czasami sączę wieczorami po pracowitym dniu. Przypomniało mi się, że przecież mam jeszcze nieco konkretniejszych rzeczy za szafką. Tak więc pognałem szybko po szklankę i sok z czerwonego grejpfruta po czym zacząłem napełniać szklankę - niestety proporcje mi się trochę pomyliły… Na pewno rzadko się to Ci zdarza
Zdarzyło się to jednak jakiś czasu pewnemu szefowi zaprzyjaźnionej hurtowni tak więc od dziś oficjalnie nazywam ten drink „Satland” na cześć tego wydarzenia.
W każdym razie kolejną miłą sprawą jest jak łatwo można nawiązać bardzo pożyteczne kontakty z klientami – często okazuje się, że mają oni przeróżne zdolności i tak np. zupełnie niedawno po sprzedaży zapytałem o opinię o towarze oraz obsłudze i wywiązała się z tego dyskusja z której wyszło, że mój klient jest grafikiem i bardzo chętnie podejmie się opracowania kilku grafik dla mnie. Wyniki jego pracy przerosły moje najśmielsze oczekiwania ! Nie dość, że mogę wykorzystać jego pracę w sposób pożyteczny (bannery) to w dodatku ten nadal pracuje i jest zadowolony, że może pomóc !
Dziś znowu napisałem jednemu z moich dostawców, że towar dotarł na miejsce nienaruszony bo był porządnie zapakowany oraz, że mnie to ogólnie cieszy. Znowu dyskusja. Mój dostawca (a teraz już prawie znajomy) w wyniku której zaproponował mi zniżkę – i to nie lada zniżkę – jakieś 40% na wszystkie towary w jego ofercie ! Oczywiście koszt wysyłki pozostaje ten sam (ale z UK nie jest tak źle
) ale to pozwoli mi obniżyć zdecydowanie ceny niektórych modeli w ofercie, dodać nowe (takie, które były nieco z drogie). W wyniku tego przewiduję, że zwiększy mi się obrót i moje zyski. Przybędzie jeszcze bardziej zadowolonych klientów więc zasadniczo same plusy – i to tylko z powodu tego, że pomyślałem, że miło by było potwierdzić odbiór towaru i wyrazić moje zadowolenie.
Podobnie było trochę z moim dostawcą z USA, z którym współpracuję już od października zeszłego roku. Okazało się, że właściciel sklepu w modelami (a w zasadzie hurtowni) jest również zapalonym modelarzem – nie mógł dostać pewnego modelu (o dziwo był to model polskiego myśliwca z okresu drugiej wojny światowej). Zaproponowałem, że poszukam go – udało się i kupiłem go po czym wysłałem mu (zrobiliśmy
w zasadzie wymianę towarową). Od tej pory wiem, że mam tam znajomego który mi czasami już pomógł. Np. zamówiłem książki z Kanady ale wysyłka do Polski była nieprzyzwoicie kosztowna – okazało się jednak, że za parę dolarów można wysłać je do USA skąd zapłacę prawie o połowę mniej. Tak więc książki sobie do mnie idą z przesiadką.
Dziś zasadniczo pomimo tego, że nie znowu dodałem żadnych kolejnych towarów do mojego sklepu zakończył się bardzo pozytywnie – znalazłem bardzo dobrą hurtownię w USA i zawarłem z nimi umowę (czekam tylko na login i hasło), dowiedziałem się przy zamówieniu, że koszty wysyłki towaru z Chin spadły o 40% (przedtem koszt wysyłki wynosił 150% wartości samego towaru !) co sprawiło, że na tym samym zupełnie przypadkiem zarobiłem 3 razy tyle niż się spodziewałem z jednego zamówienia ! Mankamentem jest to, że nie akceptują mojej karty kredytowej a system przez który dokonywałem płatności niestety ma jakiś kryzys i muszę płacić inaczej (mając jednak na względzie zyski praktycznie mnie to nie rusza
)
O dziwo mimo różnych przeszkód i niedogodności jak na przykład pewne problemy z elektrycznością kiedy to piszę, jakoś nie sprawiły że wpadłem w „wojowniczy nastrój” jak kolega pozycjoner, któremu dziś opodatkowali dotację zwolnioną od podatku.
Wydaje się więc, że przyjęcie pewnej postawy życiowej – a konkretniej – „don’t worry – be happy” zaczyna przynosić pewne efekty. Ciekaw jestem jaki będzie efekt za rok – mam konkretny plan i nawet jak mi się uda go zrealizować w połowie to przeżyję to
Postaram się jednak zrobić wszystko aby ten plan zrealizować (a tym samym zrealizować moje obecne małe marzenie). W przeciwieństwie do pewnych osób – niewielką część moich zysków przeznaczam jednak na rozrywki – taki ze mnie facet.

16 January 2007 o godz. 09:35
To prawda – czasem przy oficjalnym kontakcie jakies podziękowanie czy kilka dodatkowych miłych słów, potrafią zdziałać cuda, których nikt sie nie spodziewał.
19 January 2007 o godz. 10:28
Bardzo trafne uwagi.
BTW. kolory w menu są “trochę” mało kontrastowe :>
19 January 2007 o godz. 10:36
Też tak mi się wydawało, ale skoro ktoś to zauważył to sprubuję coś z tym zrobić i nieco zmienić te kolory.
3 February 2007 o godz. 11:09
“O dziwo mimo różnych przeszkód i niedogodności jak na przykład pewne problemy z elektrycznością kiedy to piszę, jakoś nie sprawiły że wpadłem w „wojowniczy nastrój” jak kolega pozycjoner, któremu dziś opodatkowali dotację zwolnioną od podatku.” – ten fragment podobał mi się najbardziej
PS: Dalej sie wściekam na “tanie państwo”! :p