Piszę, bo to mnie uspokaja
Opublikowano 16 March 2007 autor: Wojciech Bogacz | Kategoria: IT i komputeryzacja, przemyslenia | Komentarze (1)
Dziś mi się przyda nieco rozluźnienia – ukatrupiłem właśnie dwa laptopy (a może po prostu obydwa miały się zepsuć akurat dziś…) – poniżej przedstawiam historię tego niefortunnego zdarzenia.
Pierwszy z nich to pewien już praktycznie zabytek, który reanimowałem tak dla czystej przyjemności (lubię grzebać w starych komputerach) – jest to IBM ThinkPad 760e. Udało mi się w końcu go przywrócić do życia i muszę przyznać, że windows 95 śmiga na nim aż miło (ten antyk jakby nie było ma aż 80 MB pamięci RAM). Tak więc leżąc sobie wieczorem w łóżku zapuszczałem Cywilizację 2 i nawet zaczynało mi dobrze iść kiedy to pięknego dzionka (czyli dziś rano) postanowiłem podpiąć do niego większy dysk. Dysk był wyprodukowany przez IBM więc pomyślałem sobie, że może 6GB by się udało go upchnąć… niestety – dysk nie został wykryty – po podłączeniu z powrotem starego dysku 850MB okazało się, że również nie działa. Sprawdziłem potem jeszcze dwa inne dyski i to samo. Po podpięciu do drugiego laptopa (którego kupiłem dla kogoś i miałem właśnie dzwonić, żeby sobie odebrał) dysk zadziałał – pozostałe również (czyli dyski żyją
). Po kilku takich sprawdzeniach ThinkPad nie wykrył żadnego dysku. I tak mu już zostało.
Drugi laptop (Dell Latitude Cpi-R) natomiast zajarzył wszystkie cztery, które mu podłączyłem. Widocznie było mi mało bo przypomniałem sobie, że mam gdzieś w pudełku stare pamięci, które pasowałyby do Della. Wyjąłem je więc i włożyłem jedną w drugi wolny slot – niestety nie została wykryta… (fatum jakieś czy co…) Nie zastanawiając się więc długo wyjąłem kość 128MB z pierwszego slotu i włożyłem tam starą kość (16MB) – laptop nie wstał
Po założeniu z powrotem pamięci, na której działał do tej pory doskonale również nic. I tak już mu zostało…
W ten sposób nie robiąc absolutnie nic niezgodnie z prawidłami obchodzenia się ze sprzętem komputerowym odnoszę wrażenie, że ubiłem dwa laptopy za jednym zamachem.
Teraz muszę oddać Della (jest na szczęście na dwutygodniowej gwarancji, która nie wiem czy zostanie uznana bo zerwałem plombę od kieszeni dysku) i mieć nadzieję, że sprzedawca jest wyrozumiały. Co do mojego antycznego IBM’a to chyba dam mu na razie spokój i jak będę miał humor to rozmontuję go na drobny maczek, po czym zrobię to samo z drugim identycznym który leży w szufladzie i postaram się z dwóch zrobić jeden
Wniosek jest następujący – podobnie jak z używanymi japońskimi samochodami tak i z używanymi (dużo) laptopami – kiedy już masz coś takiego w rękach zostaw ten sprzęt w spokoju i niech ci przez głowę nie przejdzie zaglądać co jest w środku
Wszelka ingerencja – nawet najbardziej niewinna może (a wg. prawa murphy’ego zrobi to na pewno) zabić sprzęt w którym właśnie grzebiesz. Tak się stało z dwoma laptopami dziś i tak samo się stało kiedy Clarkson postanowił ulepszyć dwudziestolenie Mitsubishi Starion poprzez zamontowanie ogromnego turbo.

28 March 2007 o godz. 03:29
Z moich doświadczeń wynika, że nawet drylownice do śliwek da sie popsuć grzebiąc w elementach mechanicznych. A co dopiero laptopa