Dziewczyna z piłą
Opublikowano 24 May 2007 autor: Wojciech Bogacz | Kategoria: PR, marketing, przemyslenia | Komentarze (2)
Dziś miałem okazję podziwiać niecodzienny widok
Całkiem atrakcyjną dziewczynę trzymającą w rękach pilarkę spalinową ! W zasadzie to były dwie dziewczyny – druga niosła dość masywną drewnianą walizkę.
Na pewno jest to niecodzienny widok, zwłaszcza na wsi. Zaintrygowany posłuchałem co mają do powiedzenia.
Okazało się jednak, że to po prostu akwizycja. Jednak ciekawe połączenie muszę przyznać – oczekiwałbym, że pilarkę powinien mi wciskać dobrze umięśniony facet – a tutaj dziewczyna zaczyna nawijać o długości prowadnicy i koniach mechanicznych
Zaczęły ciekawie, okazało się, że udało się nam wygrać tą pilarkę, którą taszczyły, i że będzie kosztować tylko złotówkę ale…
Okazało się, że trzeba było kupić zawartość walizki – był to zestaw noży, łyżek, widelców i wszelkiego innego ustrojstwa niezbędnego w kuchni. Wprawdzie walizka podobno była z wiśni japońskiej, noże ostrzone laserowo i zdobione niskokaratowym złotem ale dziewczyny zażyczyły sobie 1700 zł za walizkę (piła cały czas za 1 zł). Zanim skończyły nawijać zdążyłem je opuścić na 3 minuty i rzucić okiem na Allegro – okazało się, że biznes w sumie może i by się opłacił ale piłę już mamy a sztućce też raczej nie będą mi potrzebne (ileż w końcu można mieć łyżek
)
W związku z czym dwie urocze dziewczyny spakowały walizkę, pożegnały się i pojechały dalej (ciekawe tylko gdzie skoro mój dom jest ostatni na ich drodze).
Jak widać firmy wysyłają coraz to ciekawszych akwizytorów, a tym razem akwizytorki (czyżby liczyli, że wdzięki dziewczyn mogą na tyle zdezorientować klienta, że przypadkiem podpisze się na umowie kredytowej ?). Ich metoda działania była jednak dość kiepska – najpierw konkurs zgadywanka (mogło się nie udać ale akurat moja mama zgadła) no i okazuje się, że dostaniesz coś co kosztuje około 1000 zł za złocisza (w tym przypadku pilarka), ale jak już dziewczyny zaczęły nawijać to potem wyszło, że sztućce też mogą u nas zostać ale trzeba je sobie kupić (domyślnie na raty) – tak więc kolejne działanie typu „dostaniesz coś za darmo ale musisz coś kupić”. Nie lubię tego konkretnego zagrania ale spokojnie wytłumaczyłem swoje racje i było po problemie.
Jak ostatnio dobrze zauważyła Patrycja, brakowało im wiedzy (jak większości ludzi, którzy zaczynają własne biznesy) – widziałem jednak sporo chęci ale to co one robiły przypominało raczej miotanie się niż zorganizowane działanie mające (jakby na to nie patrzyć) wciśnięcie mi czegoś kompletnie zbędnego.
Gdyby rozegrały to inaczej to może… wzięłoby mnie za serce i poruszony ich entuzjazmem oraz niezaprzeczalnymi atutami mógłbym zmięknąć… a tak to tylko pozostał ślad w postaci tego wpisu na moim blogu oraz niezaprzeczalnego i jakże żywego widoku w mojej głowie przedstawiającej drobnej budowy dziewczynę trzymającą w rękach pilarkę spalinową o długości prawie metra…

24 May 2007 o godz. 13:04
Hejka,
Odnośnie akwizytorów (lub akwizytorek w tym wypadku), to bardzo mnie dziwi, że w dzisiejszych czasach jeszcze zdarzają się takie sposoby na zwiększenie sprzedaży towarów, które się słabo sprzedają. Niegdy nie popierałem tego typu działań marketingowych gdyż one głównie opierają się na ludzkiej niewiedzy, naiwności czy łatwowierności.
24 May 2007 o godz. 23:38
To ja jestem nieco zaskoczony, że nikt w Twojej wiosce tego nie próbował – u mnie za to zdarzają się tacy akwizytorzy 2-3 razy do roku. Sprzedają przeróżne rzeczy (od filtrów do wody – udało im się 5 lat temu) po jakąś odzież czy drobny sprzęt AGD albo kosiarki to trawy (co też udało im się wcisnąć mojej mamie kiedy mnie w domu nie bylo bo nie miał kto sprawdzić ile to kosztuje i co to jest
).
Jednak takich co potrafią sobie sprawdzić w internecie na szybko czy to co oferuje akwizytor(ka) jest tego warte to jest może 2-3 osoby w mojej wiosce – reszta pomimo tego, że ma komputery i Internet nie potrafi za grosz go wykorzystać… Czasami mnie korci, żeby zrobić im jakiś darmowy kurs