Prądożerne komputery czyli „more power”

Kilka miesięcy temu u jednego z moich miejscowych klientów miałem okazję wymieniać w komputerze procesor oraz kartę graficzną na sporo lepsze (Gothic 3 nie chciał działać). Po czterech dniach od wymiany mam telefon, że komputer nie działa (nawet nie piśnie ;) ) . Na miejscu okazało się, że padł zasilacz – widocznie mocniejszy procesor (Athlon 2600 oraz Ati 9800) zrobiły swoje – stare zakurzony biedactwo o mocy 250W odmówiło posłuszeństwa. Jego miejsce zastąpił 350W – obeszło się na szczęście bez marudzenia.

Dziś natomiast kolejny przykład ogromnego zapotrzebowania dzisiejszych komputerów na energię elektryczną. Standardowo do komputera mam podłączony UPS – tak dla świętego spokoju. Jak do tej pory nie sprawdzałem ile mój komputer pociągnie na nim bez zasilania (zadowoliłem się wskazaniami programu do jego obsługi). Był za to często problem z rozruchem i UPS wyłączał się z piskiem ale po kilku „startach” komputer udawało się zawsze uruchomić. Dziś jednak były jakieś zaniki zasilania (maksymalnie 1s) i co się okazało ?

Komputer stojący obok bez UPSa nawet się nie zresetował a ten który był do niego podłączony niestety miał niespodziankę, bo UPS po zaniku napięcia postanowił włączyć sygnał dźwiękowy oznaczający przeciążenie i odciąć zasilanie (akurat jak miałem wcisnąć CTRL+S). Paradoks – cóż – zdarza się. Żeby zapobiec ewentualnej zmianie nastroju na gorszy zastosowałem płynny środek uspokajający w wersji „strong”. Okazji do sprawdzenia było potem jeszcze kilka w związku z czym UPS wylądował przy komputerze, który „zjada” tylko 85W w trakcie pracy a ten na którym pracuję (180W) jest bez UPSa bo z nim było jeszcze gorzej. Zanik zasilania do 0,5s powinien jednak znieść (nie ma to jak dobry zasilacz :) ).

Denerwuje jednak fakt, że pomimo, że UPS teoretycznie ma znieść obciążenie do 500 W nie poradził sobie z komputerem, który ma 180W ! Program do jego obsługi dumnie twierdził, że zostało 15 minut – miło.

Widać więc chyba jak na tacy, że żeby pociągnąć komputer z tysiąc-rdzeniowym procesorem oraz tysiącem kart graficznych trzeba nieco prądu. Założę się, że tak jak ja w większości jest on stracony (kiedyś już pisałem, że do pisania bloga wystarczy P100).

Zostaw odpowiedź