Więcej niż dziur na polskich drogach

Tyle właśnie było uszkodzonych sektorów na dysku pewnego laptopa, którego przyniósł mi jeden z klient do reanimacji – jak się okazało to było przyczyną nie działania komputera

Sprzęt który miałem obejrzeć to Dell Latitude 400MHz – miałem kiedyś coś takiego i szczerze mówiąc mam ogromny sentyment do tego modelu, przynajmniej wiedziałem co robić, kiedy nic nie działa. Po chwili przynajmniej zaczął się włączać.

Kolega zażyczył sobie zainstalowanie systemu od nowa, bo chce sobie filmy oglądać… Zgodziłem się bez wahania, ale o mało zębów nie straciłem kiedy moja szczęka zatrzymała się na blacie stołu jakieś 20 centymetrów niżej. Ten sprzęt miał 32 MB pamięci RAM a na dysku zainstalowany był windows XP ! Trudno mi to w ogóle nazwać bo osobiście nie spotkałem się z czymś takim – nawet by mi to przez głowę nie przeszło. Nie miałem nawet chęci sprawdzać, czy jest to wykonalne więc od razu zgasiłem klienta, że z taką ilością pamięci windows 98 jest sensownym maksimum. Dla niego to i tak wszystko jedno bo nie odróżniłby podpicowanego windowsa 95 od visty z wyłączonymi bajerami graficznymi.

Kiedy w końcu zostałem sam na sam z maszyną podczas formatowania dysku dziwne zgrzyty dobywające się z okolicy dysku oznajmiły, że jest problem a po kilku godzinach skanowania go na innym komputerze wyglądało to że uszkodzonych sektorów jest więcej niż dziur na polskich drogach. Z 6GB powierzchni do użytku nadawało się ostatnie 2GB ale jak się okazało w praktyce przy końcu również była sieczka więc dałem sobie spokój i założyłem partycję 1,7 GB gdzieś w środku gdzie dysk jest OK. Na razie działa.

Kompletnie innym aspektem był stan zewnętrzny tego sprzętu – brak kieszeni na dysk (ten trzymał się na samej przejścówce), a żeby go wyciągnąć był oblepiony taśmą klejącą i z niej był wykonany specjalny „uchwyt”. Cały róg obudowy z tyłu laptopa był roztrzaskany i to konkretnie, bo wiatrak który tam się znajduje został jakoś wepchnięty trochę do środka, w wyniku czego laptop nie ma chłodzenia. Pozwoliłem sobie wyjaśnić klientowi, że jeżeli będzie oglądał filmy (te wymagają 100% mocy procesora) to przy braku chłodzenia może usmażyć maszynę – jakoś specjalnie się tym nie przejął i otrzymałem rozkaz doprowadzenia maszyny do stanu używalności, co też zrobiłem.

Jak tak nad tym wszystkich się zastanawiam to coraz bardziej jestem przekonany, że takie tanie laptopy kupują jacyś dziwni ludzie ….. Pewnie jakby do obsługi wystarczył tylko przycisk „POWER” i „RESET” to by było OK.. Co ciekawe kiedy rozmawiałem z klientem telefonicznie nie był nawet w stanie poprawnie odczytać marki sprzętu, bo wg. niego był to jakiś „Doll” – o parametrach nie miał bladego pojęcia i nadal nie ma bo jest to dla niego taka sama czarna magia jak dla mnie wychowywanie dzieci. Pozytyw jest taki, że jest to klient na stałe praktycznie, bo zadowolony będzie na pewno, bo efekt został osiągnięty przy niewielkim nakładzie kosztów z jego strony.

Przypadek ten przypomina również analogiczną sytuację jeżeli chodzi o nowych użytkowników Internetu, którzy zalewają sieć. Taka sama ignorancja i kompletny brak wiedzy, ale przecież Internet musi być i laptopa też trzeba mieć bo inni też mają.

A ja się wyłamałem i chociaż lubię to, laptop by się może i czasami przydał to nie kupuję bo mam inne ważniejsze wydatki. W pewnym sensie daje to pewne poczucie oryginalności ;) Kiedy prawie nikt nie miał laptopa to ja sobie kupiłem.  Teraz wszyscy je mają a ja nie.

Zostaw odpowiedź