Czasami mam taką chęć… (czyli komputerowe kwiatki)

…żeby się położyć na środku drogi i poczekać aż coś mnie szybko i skutecznie przejedzie. Innym razem mam chęć żeby coś zrobić konstruktywnego i nieco poprawić los naszych biednych niedoświadczonych użytkowników komputerów.

Kłaść się na drodze np. mam chęć jak widzę takie komputerowe kwiatki (kiedyś już pisałem o XP pracującym na 32MB ramu) jak np. brak antywirusa w komputerze (co jeszcze ujdzie jak nie ma dostępu do internetu) ale np. ułożenie głośników tzw. „kina domowego” – tylne tam gdzie należy ale w odległości 3m o fotela, przednie za to praktycznie pod nosem w odległości 70cm i jeden od drugiego oddalone zaledwie o kolejne 60 cm, głośnik basowy gdzieś w szafce (tutaj akurat OK. bo efekt jest ciekawy) ale za to głośnik centralny pół metra od lewego ucha ! Nie wiem jak to się w praniu sprawdza ale wolę nie testować.

Innym „kwiatkiem” jak ja to nazywam, jest twierdzenie, że potrzebny jest większy dysk bo ten się zapchał w przypadku kiedy partycja C ma 4GB wolnego miejsca a partycja D, jest niemal pusta i poza kilkoma plikami śmieciami nic tam nie ma poza 37 GB wolnej przestrzeni. Wniosek jest taki, że użytkownik komputera nie ma pojęcia o tym, że ma dysk podzielony na dwie części i że na tą drugą też może coś ładować. Niestety jak dla mnie żenada, którą bardzo kulturalnie tłumaczę takim ludziom – zazwyczaj to pomaga i nagle jest olśnienie.

Kolejną ciekawostką jest kupowanie nowej kierownicy do gier bo stara przestała działać, ale tylko i wyłącznie dlatego, że jest problem z kontrolerem obsługującym USB i niektóre urządzenia nie chcą z nim działać (chociaż np. pendrive czy joystick działa a kierownice już nie). To akurat przerasta moje możliwości więc nie zgłębiam dalej tematu (na razie ;) ).

Dziwnym też jest dla mnie nazywaniem ikon katalogów „ekranikami”, bo z takim terminem też się spotkałem wczoraj, i dopiero po kilkunastu sekundach zaskoczyłem o co chodzi kiedy osoba zaczęła mi coś mówić, że tam można sobie coś powrzucać. Jak nazwać skróty też nie miała pojęcia i obawiam się, że terminy takie jak folder, ikona, katalog itp. są jej kompletnie obce.

Szczerze mówiąc zastanawiam się, czy nie zorganizować jakiegoś darmowego szkolenia dla takich osób. I to tylko i wyłącznie z podstaw posługiwania się takim urządzeniem jak komputer.

Rozumiem oczywiście dlaczego te osoby nie wiedzą tych jakże podstawowych spraw – po pierwsze wolą sobie odpalić „Call of Duty” albo przespać po ciężkim dniu w pracy. Rozumiem zmęczenie – każdy woli relaks – jednak czy dla własnej wygody nie byłoby warto poświęcić czasami (choćby raz w tygodniu) trochę czasu i dowiedzieć się kilku rzeczy ? Albo kupić jakąś książkę za 30 zeta i poczytać ? Podejrzewam jednak, że tutaj występuje brak chęci. Zupełnie jak ze mną ;) Wolę czytać książki, które mnie relaksują a nie zmuszają do intensywnego myślenia.

Tak więc jak widać pomysł kursu z podstaw posługiwania się komputerem byłby w porządku, tylko czy ktoś zechciałby łaskawie na niego przyjść bo przecież za darmo nie będę jeździł i siedział 2-3 godziny z każdym osobno powtarzając po raz 20-ty to samo. Tak więc jak zwykle wszystko rozbije się o chęci – jednak od dziś zacznę pytać swoich klientów czy pojawiliby się na takim kursie jeżeli jedyny ich koszt byłby kosztem dostarczenia się na miejsce.

Odpowiedzi: 2 do wpisu “Czasami mam taką chęć… (czyli komputerowe kwiatki)”

  1. No ja na taki kurs się piszę :D jeśli darmowy. Zawsze to czegoś się nowego dowiem ;-)

    A tak na marginesie, to w dzisiejszych czasach posługiwanie się komputerem jest niezbędne w pracy. Z doświadczenia i obserwacji wiem, że np. tworzenie arkusza w excelu z bardziej złożonymi formułami albo przetwarzanie różnych danych i wykonywanie obliczeń jest bardzo często praktykowane. Więc nie można sobie pozwolić na ignorancję i nieznajomość tematu. No chyba, że ktoś ma mniej ambitną pracę, a kompa używa tylko do giercowania czy oglądania filmów, albo też do szperania po Naszej klasie (uupps crypto-reklama). Także bezwzględnie wymagane jest redagowanie tekstów w Wordzie, co niby prościcho dla “nas” a innym sprawia masę problemów.

    Natomiast idealnym wzorem do naśladowania jest tu moja dziewczyna, która zrobiła sobie teraz europejski certyfikat (kurs) posługiwania się komputerem. Skorzystała z okazji i za grosze na uczelni zdobyła taki certyfikat. Tematem było osiem (chyba) najważniejszych aspektów, t.j.: Word, Excel, bazy danych, Internet, tworzenie prezentacji i jeszcze inne, już nie pamiętam nawet co.

    Jest to przydatny certyfikat w momencie poszukiwań pracy. Jej umiejętności i wiedza w tym zakresie są potwierdzone :-) Więc jeśli ktoś ma możliwość skorzystania z takiego czy podobnego kursu to nie ma się co zastanawiać.

  2. Kurs oczywiście byłby darmowy, wystarczyłoby podać imię i e-mail. Pomysł więc jest i chyba sobie wykupię domenę – już sobie jedną sprawdzałem i jak mnie nikt nie uprzedzi to powinno będzie krótka i do rzeczy.

    W kursie tym głównie byłoby pewnie o tym, jak sobie radzić z dziwnymi przypadkami, awariami itp – chociaż o wykorzystaniu programów takich czy innych pewnie też bym coś skrobnął.

Zostaw odpowiedź