Nieco ekstremalnie
Opublikowano 20 August 2008 autor: Wojciech Bogacz | Kategoria: przemyslenia, relaks | Komentarze (0)
Czasami wydaje mi się, że pewne rzeczy traktujemy zbyt ekstremalnie…
Regularnie dostaję na moją skrzynkę e-mail newsletter (a raczej powinienem stwierdzić wpisy) z bloga Kamila Cebulskiego i niekiedy wydaje mi się, że podchodzi on do pewnych rzeczy nieco ekstremalnie, przez co potem zastanawiam się, czy czasami nie pisze tak celowo, żeby wywołać chociaż 50% tego efektu.
Przykładowo (tutaj wpis, do którego się odnoszę) pisze, że typowy przedsiębiorca nie traktuje spaceru jako stracony, chociaż sam nie przynosi jakiegoś mierzalnego efektu, chyba poza tym, że człowiek może naładować akumulatory (psychiczne i fizyczne) i dzięki temu ma więcej chęci do robienia czegoś, jego kreatywność znacznie wzrasta i w ten sposób rozwija się szybciej.
Innym razem pisze znowu, o tym, że bardzo łatwo nabawić się zawału serca jeżeli potraktujemy swoją pracę czy firmę zbyt poważnie. Wszystko to sprawia że często mam dylemat…
Odpocząć czy może jeszcze odpisać na kilka e-maili…. w końcu jest godzina 20:00. Ostatnio kuszę się jednak na odpoczynek i wydaje się to zdawać egzamin – czasami zdarzy mi się odpisać na coś, jeżeli jest to pilne. W każdym razie skończyłem przesadzać z tą pracą za wszelką cenę i w każdej chwili bo po prostu na drugi dzień czuję się kompletnie sparaliżowany umysłowo.
Czasami też chcę wreszcie przeznaczyć zarobiony grosz (na razie niewielki) na jakieś moje malutkie marzenie. Można by rzecz że chciałbym sobie „wsiąść do pociągu byle jakiego” chociaż bardziej wygląda to tak, że chciałbym sobie po prostu odwiedzić np. Japonię (ten kraj fascynuje mnie od dawna) ale wszystko jak zwykle sprawia, że zaczynam kalkulować sobie – jechać i wyluzować czy się wstrzymać i zarobiony grosz zainwestować w firmę, dzięki czemu nieco się poprawi i będzie więcej kasy…
Trzeba też wziąć pod uwagę to, żeby realizować te marzenia póki się da, bo później może być za późno (patrz wpis Kamila i zawałach).
Na razie jednak zasuwa sobie dzień za dniem a ja jestem na tyle zajęty tym co robię, że rzadko pozwalam sobie na takie przemyślenia, liczę jednak, że zaowocuje to wkrótce na tyle, że pozwolę sobie na jakąś bardziej regularną pomoc w postaci stałego pracownika i wtedy będzie nieco więcej czasy na myślenie kreatywne a nie tylko codzienną rutynę.
