Odpowiedzialność za polecanie a bycie polecanym
Opublikowano 10 February 2010 autor: Wojciech Bogacz | Kategoria: PR, przedsiębiorczość, przemyslenia | Komentarze (1)
Dziś przeczytałem na jednym blogu (nie mogę jednak odszukać gdzie, więc nie podam adresu) wpis o tym, że pewna firma poleciła komuś system CMS od jakiejś firmy zewnętrznej i jeden z klientów zadzwonił z informacją, że ta firma zewnętrzna „olewa” klienta – są jakieś problemy itd. Zasadniczo jednak polecający w tym momencie poczuł się odpowiedzialny za całą sytuację, pomimo, że klient spokojnie stwierdził, że przecież nie mają na to wpływu.
Podejrzewam, że łatwo jest Ci wyobrazić sobie sytuację, kiedy polecisz komuś jakąś usługę, osobę czy rzecz, a potem są z tym same problemy. Niezbyt miło się wtedy człowiek czuje.
Jak się wtedy zachować ? No cóż – można jakoś starać się wynagrodzić komuś sprawę. W moim przypadku poleciłem komuś usługę hostingu (na moim serwerze), niestety pojawiły się problemy, ponieważ akurat ta konkretna domena o którą chodziło (czekolandia.krakow.pl – bardzo słodka sprawa
) nie mogła być „przechowywana” na tym serwerze. Mniejsza o szczegóły – sprawa nie doszła do skutku.
Co zrobiłem ? Czułem się głupio, bo poleciłem komuś coś co nie działa… Człowiek rozumiał, ale biznes cierpiał – więc znalazłem inną firmę i tam wrzuciliśmy stronę (i domenę). Za dwa miesiące znowu problem – tym razem z usługą poczty elektronicznej – po dwóch dniach telefonowania udało się sprawę rozwiązać. Moje szczęście.
Co jednak jeżeli ktoś np. poleci nasze usługi ? Np. jestem fachowcem od komputerów i w ten sposób zarabiam (ale nie tylko). Co więc – jeżeli np. pomimo starań nie jesteśmy w stanie pomóc klientowi ? Nie dość, że sami tracimy reputację, to również osoba, która nas poleciła (lub firma) zaczyna również wyglądać niewiarygodnie i traci zaufanie.
Mój przypadek jednak był nieco inny – trafiłem na wyjątkowo ciężkiego klienta (paranoja połączona z alkoholem i chyba chorobą nerwową), w pewnym momencie klient zakwestionował to, czy część, którą aktualnie wymieniam jest nowa, ponieważ (mój błąd) nie wziąłem paragonu ze sklepu, a przy sobie kasy fiskalnej nie noszę. Tłumaczenie w stylu „gwarancja jest wg. numeru seryjnego” czy „paragon doślę pocztą” nie dało rezultatu. Miałem więc podziękować za współpracę, nie wziąć ani złotówki i pojechać z powrotem (byłbym na tym stratny finansowo), ale tak sobie myślę, że jak takiego klienta zostawię na lodzie to raz, że będzie rozpowiadał, że jestem oszustem i partaczem (a przynajmniej może, chociaż zachowanie klienta sugeruje myśleć, że jednak to zrobi), a w dodatku, firma, która mnie poleciła również będzie miała zgryz, no bo raz, że nie pomogłem a dwa, że podobno próbowałem kogoś naciągnąć.
Co wtedy zrobi polecający jeżeli są problemy z tym co polecił ? Przestanie polecać, żeby w razie czego wyeliminować mnie z obiegu, jeżeli miałby przez to mieć kłopoty. Mając to na uwadze po prostu zacisnąłem zęby i bardzo kulturalnie zapytałem „jak mamy to rozwiązać” po czym po usłyszeniu rozwiązania (a miarę sensownego) powiedziałem „dobrze”. Koniec tematu. Zrobiłem (w dodatku cenę musiałem negocjować, bo niby drogo….) i pojechałem. Niezbyt kontent byłem z tego i chodziło mi to po głowie przez resztę dnia, ale za to wyciągnąłem wnioski na przyszłość
W skrócie więc – jeżeli ktoś Cię poleca, staraj się wypaść jak najlepiej za wszelką cenę (żeby nie narażać na nieprzyjemności polecającego) a jeżeli to ty kogoś polecasz, licz się z tym, że ktoś może mieć do Ciebie pretensje, jeżeli coś będzie nie tak (nawet jeżeli nie masz na to wpływu).

5 March 2010 o godz. 08:09
no coż sporo refleksji życiowych
z mojego własnego podwórka mogę tylko powiedzieć, ze albo nie polecam wcale, albo polecam coś na 100% sprawdzone. Niestety tak jest że ‘niesłowność/zła jakość/nie działanie’ polecanego przenosi sie na polecajacego – i nie ma sposobu, aby tego uniknąć.
Pozdrawiam,