Poruszanie się komunikacją publiczną to strata czasu

Kilka dni temu zatrzymał mnie patrol policji za przekroczenie prędkość (72Km/h w terenie zabudowanym), po załatwieniu sprawy i obdarzeniu mnie mandatem na 100 zł udałem się w swoją stronę. Na drugi dzień stwierdziłem jednak, że nie mam prawa jazdy ani dowodu rejestracyjnego od samochodu – nic się nie znalazło więc zacząłem wyrabiać nowe (co kosztuje prawie 90 zł za każdy – poza tym trzeba dostarczyć tablice rejestracyjne samochodu żeby na nich nakleili jakieś naklejki… Poza tym nie da się jeździć np. mając zaświadczenie o zagubieniu prawa jazdy czy dowodu rejestracyjnego – przedtem było wolno a teraz już nie). W międzyczasie musiałem zacząć korzystać z BUSów oraz mojego taty jako kierowcy.

Czas ten pozwolił mi dokonać kilku moim zdaniem przydatnych obserwacji – oto one:

1. Tytułowe już poruszanie się takim środkiem transportu jak BUS na krótkich odcinkach jest nie ekonomiczne (nawet porównując do samochodu jeżdżącego na benzynie) i również czasochłonne bo niekiedy jest pół godziny stracone na przystanku – w tym czasie można coś napisać (tak jak to właśnie teraz robię) – gorzej jeżeli nie wiadomo kiedy jest następny kurs bo ktoś myślący inaczej zerwał rozkład jazdy. Wtedy nawet trudno laptopa wyjąć i coś stukać, bo trzeba wypatrywać, czy aby to duże białe „coś” nie jest aby BUSem. Wtedy jest to czas całkowicie zmarnowany – od biedy można sobie na telefonie lub w notatniku jakieś szybkie notatki zrobić.

2. Czasami siedząc na przystanku trafi się ciekawe towarzystwo (na które niestety nie mamy wpływu, chyba, że zdecydujemy się przegapić najbliższy kurs i oddalić w miejsce, gdzie nie będzie słychać ani widać już przystanku). W pierwszym przypadku miałem okazję przysłuchiwać się dwóm dżentelmenom w wieku około 25-30 lat prowadzącym bardzo rzeczową dyskusję jak to w kraju jest do bani, jak to nie ma „roboty”, że trzeba mieć kasę na biznes i że mają mnóstwo pomysłów. Całość przeplatana słowem „k***a” średnio co 10 sekund (tak przynajmniej wykazał mój pomiar trwający 2 minuty). Konkluzją dyskusji było „Spadamy….”. Tak jakby nie dało się przestać się dołować i myśleć, jak przy minimalnych środkach własnych zacząć zarabiać jakiś grosz.

3. Tego samego dnia (tyle, że z drugiej strony) miałem okazję słuchać dwóch dziewczyn w wieku nie więcej niż 25 lat. Jedna z nich żaliła się do drugiej, że jak jej mąż dowiedział się, że będą mieli dziecko, to na dwa tygodnie przed porodem zaczął pić. Stan ten trwał aż do dnia porodu, kiedy to nie dotarł na miejsce zdarzenia, bo był nadal zamroczony. A mógł przecież zachować się poważniej i sprawić żonie przyjemność będąc przy niej w takim momencie. Dla mnie jest to zachowanie niepoważne mówiąc delikatnie, a używając bardziej stosownego słownictwa – lekceważące. Zasadniczo w takich sytuacjach ręce by mi opadły, ale niestety miałem je zajęte trzymaniem moich bagaży. Zastanawia mnie też, gdzie ta dziewczyna miała oczy, wychodząc za takiego faceta – chyba, że wcześniej nie miał takich przypadków. Znam sytuację z autopsji i jest duża szansa, na to, że taki związek albo nie potrwa długo (co będzie lepszym rozwiązaniem dla tejże dziewczyny) lub będą się tak „męczyć” aż do śmierci.

4. Podróżowanie BUSem nawet na długich odcinkach (np. godzina) trudno byłoby rozłożyć typowego laptopa, bo ledwie starcza miejsca na nogi (w moim przypadku nawet nie zawsze) – jeżeli byłby to netbook to jeszcze ujdzie, ale typowy laptop odpada. Tak więc znowu strata czasu. Pozostaje czytać książkę lub słuchać audiobooka. 

Czekam więc z niecierpliwością na moment, aż znowu stanę się całkiem mobilny bo pomimo cen benzyny wzrastającej niczym kurs dolara w ostatnich dnia to i tak będę używał swojego niezastąpionego Lancera – wystarczy tylko jeden błotnik naprawić (rdzewieje) i wszystko gra.

Zostaw odpowiedź