Partner a nie wyznawca

Dziś znowu bardziej życiowe sprawy, chociaż refleksje te „dopadły mnie” pewnego dnia kiedy udzielałem się w postaci korepetytora od informatyki (a konkretnie excela).

Czasami odnoszę wrażenie, że niektórzy (dopóki nie stuknęło mi 30 lat) traktowali mnie jak kogoś, komu można „wcisnąć” córkę, która to miałaby wtedy obrać rolę żony.

Przypadek pierwszy – kilka lat temu (chyba ze 4-5 wstecz) byłem na weselu – tak się złożyło, że zostałem poproszony przez nowożeńców, żeby zrobić im fotki z wesela więc odpuściłem sobie już szukanie kogoś z kim wybrać się na imprezę, bo nawet jakbym znalazł musiałbym tą osobę trochę „zaniedbać”, żeby wywiązać się z obietnicy – tak więc poszedłem sam. Gdzieś tak lekko po północy troszkę „zluzowałem” z robieniem zdjęć i przyglądałem się bawiącym się – w pewnym momencie do tańca poprosiła mnie pani (z wyglądu około 60 lat) i od razu przeszła do rzeczy. Najpierw komplement, że robię zdjęcia, potem jeszcze coś czego nie zapamiętałem o czym było a po chwili przerwy zaczęła coś w stylu „Wie pan, mam ładną córkę na wydaniu…”. Kulturalnie stwierdziłem że „widzę” i w zasadzie tyle. Wnioskuję, że pani ta miała wyjątkowo konserwatywne poglądy odnośnie małżeństwa jako takiego, ale jakoś wyżej wspomnianą „córką” nie zainteresowałem się. Pojęcia nie mam czemu, ale chyba wtedy byłem okrutnie nieśmiały (do tej pory mi trochę zostało).

Po tym zdarzeniu tak bezpośrednich propozycji nie miałem, ale pewien mój wujek, jakbym mu tylko pozwolił to już by mnie ożenił z jedną ze swoich wnuczek, siostrzenic czy kto tam jeszcze by się nadawał. Tak tylko dla zasady, bo przecież mam już 30 lat. Nie bierze facet pod uwagę, czy to jest zgodne z moimi celami życiowymi a już definitywnie nie chce nawet słyszeć, że może mi się taka kobieta znudzić po jakimś czasie – efekt właśnie takiego ożenku „bo już czas”.

Innym razem (przypadek z przed dwóch miesięcy) poproszono mnie o pomoc przy zrobieniu jakiegoś arkusza kalkulacyjnego w excelu. Przyjechała pani ze swoją córką, która na studiach potrzebowała coś zrobić ale nie mogła sobie poradzić. Tak więc przesiedzieliśmy i przegadaliśmy sobie tak chyba ze dwie godziny – zrobiłem co trzeba i dobranoc. Następnego dnia telefon od tej samej osoby – znowu czegoś nie umieją zrobić. Tym razem zjawiła się chyba cała rodzina, bo pani wzięła ze sobą męża oraz jeszcze drugą córkę (która po prostu siedziała sobie cichutko i ładnie wyglądała). Podejrzewam też, że była to jakaś próba (chociaż mogę tutaj nadinterpretować nieco) zainteresowania mnie właśnie tą drugą córką (a może i pierwszą…). W każdym razie wolałem zachować się profesjonalnie i po zakończonym zadaniu (i prawie doszczętnym ochrypnięciu od ciągłej dyskusji) po raz kolejny powiedziałem dobranoc.

Jakbym takie przypadki „podstawiania” mi dziewczyn zaczął liczyć to pewnie trochę ich było. Potraktować to też muszę chyba jako normę, że ludzie wychowani w przekonaniu, że małżeństwo trzeba zawrzeć przed 30ką będą robić wiele rzeczy, żeby takie sprawy zainicjować.

Uwłacza mi jednak czasami, jak próby te są wyjątkowo nieudaczne lub też „wciskany towar” wyjątkowo niskiej jakości. Tutaj znowu trochę przesadzam, ale swoje wymagania mam i jak widzę, że dziewczyna ma problem z poprawnym składaniem zdań dłuższych niż kilka słów, albo po prostu przebija przez wypowiedzi prostactwo, czy jeszcze gorzej jakiś rasizm czy segregowanie ludzi na lepszych, gorszych itd. – dziękuję i jak to mówię „uciekam z daleka”. Nawet jak takie wątpliwe okazje same chętnie włażą w ręce (wlazłyby i do łóżka jakbym na to pozwolił) to zachowuję się tak samo – dystansuję się jak mogę i samo to po prostu zniechęca takie osoby – niech sobie szukają kogoś, komu te cechy charakteru oraz przekonania będą odpowiadać.

Co ma jednak tytuł do treści tego wpisu ? Całkiem sporo – większość właśnie z tych „okazji” traktowało mnie jak potencjalnego męża – poza tym nic się nie liczyło. W sporej części też byłem traktowany wręcz jako jakiś guru, czy wszechwiedzący – nigdy jako partner czy kolega. Brak było tej równości – myślę, że taki związek niestety nie przetrwałby dwóch lub trzech lat.

Jak się jednak rozejrzeć, czasami kobiety, z którymi moim zdaniem mógłbym wejść w jakieś głębsze relacje (dosłownie i w przenośni) niekiedy są bardzo blisko a innym razem trzeba ich szukać dość daleko. Jest też spora szansa na to, że ze względu na swój pozorny „brak urody” zostaną zdyskwalifikowane przez innych i będą sobie spokojnie czekać na ludzi nieco bardziej interesujących.

P.S. – jak na środowisko, w którym żyję i się obracam z jednej strony uważany jestem za lekkiego ekscentryka, kombinatora i jednocześnie idealistę a z drugiej widzą mnie jako niemądrego bezrobotnego posiadającego przekonania sprzeczne z „mądrością społeczną”. Zapewne mógłbym sobie przypisać tutaj jeszcze wiele innych przymiotników, ale po co. Wystarczy, że słyszę ciągle „nie filozofuj” i już wiem, że lepiej zmienić temat a najlepiej rozmówcę.

Tagi: , , , ,

Zostaw odpowiedź