11 litrów
Opublikowano 11 January 2011 autor: Wojciech Bogacz | Kategoria: finanse, jakość życia, przemyslenia, relaks | Komentarze (4)

Dokładnie tyle (w przeliczeniu na 100km) wynosi cena przyjemności. Przynajmniej w moim przypadku – wprawdzie przyjemność ta jest dość krótkotrwała i zazwyczaj przemija wraz końcem zimy ale pomimo mojego marudzenia na jej wysokość i tak chętnie ją płacę.
Ciekaw jestem jak patrzą na mnie ludzie kiedy tankuję do pełna benzynę… Jeszcze bardziej ciekawią mnie ich myśli. Pewnie sądzą, że jestem dziwakiem, który większość swoich zarobków puszcza z dymem.
Ciekawe co sobie pomyślą, kiedy wreszcie kupie sobie moje wymarzone V8. A co tam – będę zaprzeczał istnieniu recesji gospodarczej i wmawiał ludziom, że kryzys to tylko wymysł telewizji.
Wszystkie te moje zabiegi jednak powodowane są olbrzymią pasją jaką jest jeżdżenie samochodem, ostatnio nawet powoli ustępuje mojej pasji do komputerów. Wprawdzie te okazują się być tańsze i samemu potrafię sobie z nimi poradzić a samochód póki co pozostaje dla mnie w wielu obszarach tajemnicą ale i tak nie przechodzi mi. Zwłaszcza, że obecnie każdy rozsądny człowiek goniący za pieniądzem kupuje Pandę zasilaną LPG a wszystkie te wspaniałe “wynalazki” lat 90tych (które wszyscy wtedy kochali) o liczbie cylindrów 6 lub więcej lądują na złomie. Uchronić od wymarcia mogą je jedynie tacy pasjonaci (lub oszołomy
) jak ja lub ludzie cokolwiek zakochani w motoryzacji i temu uzależniającemu przeciążeniu towarzyszącemu wciskaniu pedału gazu w podłogę.
Póki co jak uświadomił mi dziś pewien znajomy – jestem człowiekiem wolnym – nie mam żony
Prawda to całkowita, bo te przeważnie skutecznie zabijają wszelkie takie niezdrowe pomysły, których nazwa zaczyna się literą V.
Czasami oczywiście zazdroszczę tym facetom, którzy mają (tutaj trochę koloryzuję) pewność, że do końca życia będą przy mieli kogoś przy boku. Jak to wyjdzie nie wiadomo.
Ktoś jednak słusznie też napisał, że samochody bywają często tańsze w utrzymaniu od dziewczyny i w dodatku mniej marudzą. Szkoda tylko, że nie są w stanie całkowicie zastąpić tego upajającego towarzystwa płci przeciwnej….
A może trzeba sobie znaleźć towarzyszkę podzielającą moją pasję do samochodów wielkolitrażowych ??? Chociaż nie koniecznie – może być również jakiś japoński rzędowy czterocylindrowy turbodoładowany wynalazek

4 February 2011 o godz. 10:49
V jak V. Uzytkuje R6 BMW 3.0 na codzien i powiem tak. Rozumiem, podpisuje sie, 11 w sferze marzen 12-15 realne. Ale czy nie po to sie zyje zeby miec troche frajdy?
pozdrawiam
4 February 2011 o godz. 14:19
Definitywnie popieram ideę “trochę frajdy” – zresztą jak maszyna spasuje mi, to od niedzieli będę już się woził czymś konkretniejszym. Wprawdzie tylko 180 KM ale na razie styknie
Stwierdzam, że na razie wystarczy, jak się znudzi to się kupi coś lepszego – a ten niech tato morduje hehe.
13 March 2011 o godz. 09:55
Moi starsi też tak myślą o mnie. Kiedy z powodu szefa oszusta który dał mi 300 zł zamiast obiecanych 1200 musiałem się gęsto tłumaczyć, a potem szybciej niż planowano wyjechać do Angliii odrobić kasiorkę, też byli zdziwieni, “Że co Ty, kupiłeś płaszcz Neo za 300 funtów, zwariowałeś?” hehe, a ja sobie przywiozłem tutaj, sprzedałem za 10 razy tyle i kupiłem 2 kolejne, choć tamten był używany.
Co do upajania się wszystkim na V to się zgadzam i też nienawidzę wciskania na siłę “mądrych lasek”, bo ten Pan jest zaradny, bogaty i robi tanki (taki tylko przykłąd
Ps. Weź sobie znajdź pracę na 6 miesięcy w Anglii w czymkolwiek (bo co, informatyk to już nie może?) i kupisz sobie V’kę tudzież Harleya.
18 December 2011 o godz. 14:18
Kiedy jestem grzeczny spalam 12 litrów, a jeśli nie to 20